Tak mi się przypomniało… Lanckorona 2018, Jan Silberstorff

Pooglądałem sobie zdjęcia z seminarium z Meistrem Janem Silberstorffem. Niestety to już zamierzchłe czasy są, i szkoda. Ale przypomniały mi się bardzo szczegółowe, prawie szkolne,  instrukcje wykonywania poszczególnych ruchów w Laoiji (można rzec, podawane z iście niemiecką precyzją). Korekty też były bardzo uważne i cierpliwe.  I dużo uwagi poświęconej staniu, jego rozpoczynaniu i kończeniu ze skupieniem, często przez nas lekceważonym.

Chen Yingjun, Lanckorona 2018, seminarium Chen Taijiquan, środa, dzień piąty, ostatni, niestety

Wprawdzie kres sił już bliski, ale przykro, że to koniec. Pogoda trochę się poprawiła, więc można było skończyć formę z włócznią na zewnątrz, na boisku.  Demonstracja Mistrza jak zawsze doskonała, korekty jak zawsze „szczodre”, a tym razem nawet z zapasem, żeby starczyło na rok. Dużo śmiechu, dobrego humoru i wskazówek, jak dalej trenować. A przede wszystkim wspaniała motywacja do dalszej pracy. Seminaria z Mistrzem Chen Yingjunem to ogromna inspiracja do treningu dalszego Chen Taijiquan.

Ciekawie było też porównać sposób nauczania Chen Yingjuna i Jana Silberstorffa w tak krótkim odstępie czasu.

 

Fajnie, że dołączają nowi, szczególnie tak młodzi.

Chen Yingjun, Lanckorona 2018, seminarium Chen Taijiquan, wtorek, dzień czwarty

Włócznia na zewnątrz, bo pogoda łaskawie pozwoliła przed południem, ale po południu już nie. Część nie była zadowolona, szczególnie, że przyjechali na włócznię z samej Anglii lub Francji, ,ale dla niektórych z nas, zmuszonych przez okoliczności przyrody do praktykowania pchających dłoni, szczególny powód do zamartwiania się to to nie był.

Julka i Łukasz, pierwszy raz na seminarium, byli traktowani przez Mistrza ze szczególna troską. Ale nas też nie oszczędzał.

A na obiad pierogi, co dzień inne

 

 

 

Wieczorami nie tylko odpoczywaliśmy – Chen Yingjun Lanckorona 2018

W tym roku, w Lanckoronie, po kolacji spotykaliśmy się na tyłach Agi, gdzie Mistrz nocował, i nie kończyliśmy treningów (a przynajmniej niektórzy, najbardziej napaleni, z nas).  Mam nadzieję, że Mistrz Yingjun nie ma na m tego za złe. Może nie nadużyliśmy jego cierpliwości. To już drugi rok, w którym musi cierpieć naszą nadgorliwość, więc jeżeli z nami został to może mu się to nawet podoba. W każdym razie przyglądał się naszym usiłowaniom i poprawiał błędy. Kameralna, prywatna atmosfera sprzyjała ćwiczeniom. Nie codziennie się nam to zdarzało na szczęście, bo nie wiem czy przetrwalibyśmy do końca seminarium. To były chyba bardziej męczące treningi niż te regularne. Tym razem Chen Yingjun  potraktował nas łaskawie i jego demonstracje technik były mniej bolesne niż w roku poprzednim, ale tamte okazały się trudne do zapomnienia, za co dziękujemy.

Zdjęcia Dominiki i Jaromira, filmy Dominiki i Marka

 




Chen Yingjun, Lanckorona 2018, seminarium Chen Taijiquan, poniedziałek, dzień trzeci – Laojia Erlu

Nareszcie po południu udało się wyjść na zewnątrz. W tym roku nie grzało jak „poprzednimi laty”, ale potu i tak popłynęło mnóstwo. Wyśmienita, dynamiczna prezentacja formy przez Mistrza. Każdy fajin zdecydowanie za szybki dla lustrzanki.  A później ćwiczenia i korekty. Wychodziło nam trochę gorzej niż jemu, co widać na zdjęciach, ale dawaliśmy z siebie wszystko. Choć i tak się z nas podśmiewał, szczególnie gdy mięśnie przegrywały z grawitacją.

 

Chen Yingjun, Lanckorona 2018, seminarium Chen Taijiquan, niedziela, ,dzień drugi

W tym roku, przez większość dni, pogoda w Lanckoronie usadziła nas na sali. Ewidentnie Jaromir przyoszczędził na szamanach. Ale to nie przeszkodziło poćwiczyć laojii i pchających. Dzień drugi, niedziela. Korekty z sercem, jak zawsze, zwykle kończące się zwycięstwem grawitacji.  Kolejny dzień testowania cierpliwości Mistrza i jego odporności na, powiedzmy, nie do końca przemyślane pytania.

 

Chen Yingjun, Lanckorona 2018, seminarium Chen Taijiquan, sobota, ,dzień pierwszy

I znów trzeba czekać rok. Ci co byli, wiedzą na co, reszta niech wierzy na słowo. Dzień pierwszy, sobota. Podstawy i laojia, początek. Wyśmienita demonstracja formy, a potem korekty „z gestem”. Jedni ze spokojem, inni z powagą, niektórzy liczyli każda sekundę, inni się śmiali z radości lub bólu, a i tak zwykle kończyło się glebą. Zdjęcia z demonstracji po akceptacji Mistrza Chen Yingjuna.